sobota, 26 września 2015

Orientana Bio Henna Mahoniowa Czerwień

Cześć!

W ramach ostatniej Niedzieli dla Włosów chwaliłam się zmianą koloru włosów. Już od dawna chciałam użyć henny. Dużo się na ten temat naczytałam na blogach i na forum GHD. Najbardziej na moją wyobraźnię zadziałały włosy Kasi. Moje włosowe marzenie spełniło się. :) Henna, którą użyłam, otrzymałam do testowania od firmy Orientana, za co bardzo serdecznie dziękuję. Jest to nowy produkt na rynku. O samej hennie, jej właściwościach i firmach są sprzedających pojawi się zapewne osobny wpis. Dziś chcę Wam przybliżyć cały proces hennowania i moje wrażenia z nim związane. 


Henna znajduje się w okrągłej puszce z zamykanym wieczkiem. Z boku znajdziemy informacje od producenta o produkcie, o sposobie użycia oraz znaczek PAO mówiący, iż można go zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia. W składzie posiadanego przeze mnie odcienia Mahoniowa Czerwień znajduje się czysta henna (lawson) bez żadnych dodatków.


W puszce znajdziemy ziołowy proszek w podwójnym opakowaniu (w moim przypadku 100g), foliowy czepek oraz kilka sztuk rękawiczek ochronnych plastikowych. Foliowy czepek okazał się jednak za mały, o czym możecie się przekonać na zdjęciach umieszczonych w dalszej części.



Według producenta sposób użycia jest następujący:
1. Należy wymieszać proszek z ciepłą wodą (ok. 50 st.) w ceramicznej lub szklanej miseczce aż uzyskana pasta będzie gęsta,
2. Myjemy włosy szamponem i osuszamy ręcznikiem.
3. Nakładamy rękawiczki i zabezpieczamy ubranie.
4. Rozprowadzamy wystudzoną pastę na lekko wilgotne włosy.
5. Zakładamy czepek i czekamy ok. 2 godziny.
6. Dokładnie spłukujemy ciepłą wodą.
7. Nie myjemy ani nie stylizujemy przez najbliższe 48 godzin. Dopiero po tym czasie włosy uzyskują ostateczny kolor.

Opisana procedura jest więc standardowa dla henny. Ja dodałam od siebie kilka "ulepszeń" wyczytanych tu i ówdzie. Pomagała mi Magda, która już ma za sobą doświadczenie w stosowaniu henny. Oto jak wyglądało to u mnie:
1. Zrobiłam "gluta" z siemienia lnianego i poczekałam aż się wystudzi. Naszykowałam sok z cytryny. Siemię lniane ma za zadanie nawilżyć włosy i zminimalizować przesuszenie spowodowane ziołem i cytryną. Sok z cytryny przyspiesza uwalnianie barwnika.


2. Do mieszki wsypałam proszek. Dodałam wody w temperaturze ok. 50 st., "glutka" (bez ziarenek) oraz sok z cytryny.


3. Dokładnie i długo mieszałam żeby pozbyć się grudek. Odstawiłam na 3-4 godziny w ciepłe miejsce. Po tym czasie mieszanka bardzo ściemniała co widać na zdjęciu.


4. Umyłam włosy szamponem Barwa. Nie nakładałam żadnych odżywek, masek czy serum. Gdy włosy były już tylko wilgotne Magda zaczęła nakładać na moje włosy pastę z henny. Po nałożeniu całości wyglądało to tak:


Natomiast rękawiczki lateksowe Magdy (wolała takie) tak:


5. Na moją głowę został nałożony czepek, a dalej reklamówka plastikowa i ręcznik. Reklamówka została dołożona ze względu na to, że czepek okazał się trochę za mały.


6. Plan zakładał zmycie henny po 3-4 godzinach. Przyspieszyłam to jednak i już po ponad 2 godzinach spłukiwałam ją z włosów. Zajęło mi do dużo czasu, aż woda leciała czysta.

7. Nie myłam włosów ani nie stylizowałam przez ponad 48 godzin. Po tym czasie umyłam włosy.

Przyjrzyjmy się jak zmieniał się kolor włosów przez cały ten czas.

Tego samego dnia po wysuszeniu przywitał mnie przesusz. Nie był on tak duży jak się spodziewałam - najwyraźniej siemię lniane całkiem nieźle dało sobie radę. Włosy były pomarańczowo-rude.





Dzień później rano - byłam rudo-czerwona, a przy twarzy marchewkowa.





Dzień później wieczorem włosy ściemniały i trochę straciły na intensywności.



Po pierwszym myciu już kolor był jeszcze mniej intensywny, nabrał głębi. Włosy nie są nijakie, nabrały koloru. Są takie jakie chciałam żeby były. Kolor bardzo się nie zmienił.







Obecnie jestem po drugim myciu i kolor pozostał taki jak po pierwszym, nie wypłukał się bardziej. Chwycił średnio mocno, ale najwyraźniej za to trwale.





Porównania koloru przed henną i po pierwszym myciu:







Przed henną włosy zmieniały swój odcień w zależności od światła, a po hennie jest to spotęgowane. Są też dużo bardziej błyszczące. Przesuszenie spowodowane ziółkiem zniknęło. Na pewno zostanę przy hennie i przy tym kolorze jeśli mi się to uda.

Jak Wam się podoba efekt?

Pozdrawiam,
Iza

PS Przy okazji bardzo Was proszę o zagłosowanie na moje zdjęcie: w konkursie Farmony. Głosować można do 30 października.

18 komentarzy:

  1. Blask włosów genialny :) kusisz tą henną..

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne włosy <3 Ja hennowałam trzy dni temu, początkowo była marcheweczka, obecnie głęboki rudy <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Jakiej henny używałaś? Jak Ci się efekt podoba?

      Usuń
  3. Efekt super :) Też mam zamiar wypróbować coś takiego, u Ciebie wyszło naprawdę fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Jestem ciekawa jak u Ciebie wyjdzie. :)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Thank you, Esther. :) You should watch my hair in reality. :)

      Usuń
  5. śliczny blask mają włoski i lekko są przyciemnione poodba mi się !:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam henne miedzy innymi za ten blask na wlosach - Twoje wygladaja cudnie :) Ja jeszcze dodaje oprocz glutka gliceryny Kochana i tez fajnie sobie radzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Będę musiała spróbować następnym razem z gliceryną.

      Usuń
  7. o jaaaa, jakos dawno nie zagladalam do ciebie, jestem w szoku jak szybko Ci wlosy odrastaja. pamietam nie tak dawno podziwialam Twoj gest z oddaniem wlosow a tu znow dlugie :) kolor przesliczny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie dziwi tempo ich rośnięcia. Dziękuję. :)

      Usuń
  8. ja polecam hennę Khadi (włosy hennuję henną Red i dodaję jeszcze 1-2 łyżki czerwonej słodkiej papryki, w zależności jaką intensywność czerwieni chcę osiągnąć)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie słyszałam jeszcze nigdzie żeby dodawać czerwonej papryki. Muszę o tym poczytać, bo mnie zaciekawiłaś. :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło jeżeli podzielisz się ze mną swoją opinią. :)