piątek, 24 stycznia 2014

Płukanka z piwa



Wtorkowy wieczór.
- Tato, wypijesz całe to piwo?
- A do czego potrzebujesz?
- Jak Ci powiem, to mi nie dasz…
- Jak to włosów to faktycznie nie dam.

Na szczęście tata podzielił się ze mną, więc otwarte piwko po spędzeniu nocy w lodówce zostało użyte jako płukanka do włosów. Na początku jednak malutki rys „zdrowotny”. Piwo zawiera wiele cennych składników odżywczych , przede wszystkim witaminy z grupy B, potas, selen, magnez, cynk, żelazo, a także proteiny. Picie piwa, kąpiele w nim czy stosowanie jako płukanki lub do masek może dać wiele dobrego.

Zalety stosowania piwa na włosy:
- wzmacnia cebulki,
- zmniejsza przetłuszczanie,
- bardziej się błyszczą,
- wygładza,
- ułatwia układanie i utrwala fryzurę.

Przechodząc do sedna… Połączyłam piwo z wodą w proporcjach 1:2 i polałam nim włosy po umyciu i zmyciu odżywki. Zostawiłam do wyschnięcia. Nie lubię piwa, więc jego zapach działał mi na nerwy podczas aplikacji oraz jeszcze jakiś czas później. Na szczęście ulotnił się całkowicie po wyschnięciu. Jakie zadziałał? Włosy błyszczą się w inny sposób niż zwykle, wyglądają na bardziej wygładzone i miękkie. Odnoszę też wrażenie, że mają ładniejszy kolor… Początkowo miałam wrażenie, że się posklejały, ale po rozczesaniu cały potencjalny problem prysł. Dużym plusem albo minusem (zależy jak na to spojrzeć…) jest utrwalenie fryzury. Jak już wspominałam moje włosy są bardzo podatne na odkształcenia. Na zdjęciach poniżej widać, co się z nimi stało po bezmyślnym związaniu ich w bardzo luźnego koczka już po ich wyschnięciu… Wyglądały strasznie. I co gorsze utrzymywało się do dość długo – do czasu aż je zaplotłam w warkocz. Wtedy zrobiły mi się małe falki. Pamiętam, że gdy szłam do komunii to babcia moczyła mi włosy piwem i zakładała wałki. Loki były śliczne i bardzo długo się trzymały bez użycia lakieru. Tylko wtedy przesadziła i zapach utrzymywał się jeszcze przez dwa dni… Więc jakby podejść do tego w odpowiedni sposób, to miałabym dziś śliczne loczki.Wpływu na wzmocnienie cebulek po jednorazowej aplikacji nie zauważyłam, ale za to włosy są jakby mniej przetłuszczone.

Wersja „normalna” i po użyciu płukanki (bez flesza)...



...i z fleszem).




A tak wyglądały dnia następnego, czyli wczoraj nierozczesane...




...i rozczesane.




Podsumowując… Wrócę do tej płukanki tylko, gdy zamarzą mi się loczki albo fale na głowie, które nie rozprostują się w szybkim tempie. W innym przypadku mimo wszystko będę dalej omijać piwo szerokich łukiem.

Pozdrawiam,
Chomik :)

1 komentarz:

  1. Zapraszam do siebie na rozdanie z okazji roku istnienia bloga. Do wygrania nagroda o wartości ponad 150 złotych! :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeżeli podzielisz się ze mną swoją opinią. :)