niedziela, 27 kwietnia 2014

NdW (14) - zabieg laminowania Marion


Witajcie!

Dzisiejsza Niedziela dla Włosów jest dowodem na to, że i na mnie w jakimś stopniu działa moda. Długo wzbraniałam się przed zakupem zabiegu laminowania firmy Marion aż w końcu trafiła w moje ręce, a ostatecznie na włosach. Nikomu chyba nie muszę przedstawiać tego zabiegu, bo jakiś czas temu stał się bardzo popularny. Będzie to moje drugie spotkanie z laminowaniem. Pierwsze miało miejsce w listopadzie i nie zauważyłam żadnego działania tej domowej mieszanki. Czy drogeryjna sprawdziła się lepiej?

Opakowanie to saszetka podzielona na dwie części po 10 ml. Producent dołączył do niej czepek, który wydaje się być bardziej wytrzymały niż ten dodawany do masek Biovax. Można ją kupić wszędzie tam, gdzie dostępne są kosmetyki firmy Marion, czyli na pewno znajdziemy ją w Naturze. Kosztuje ok. 2,50 zł.


Skład wygląda tak:


Z ważniejszych składników mamy tu emolienty, żelatynę (na trzecim miejscu), olej ze słodkich migdałów, proteiny pszenicy, keratynę i silikony (w tym zmywalny tylko silniejszymi detergentami). Jak widać mamy tu naprawdę sporo protein.

Zapach nie jest „żelatynowy”, bardzo przypomina mi większość „typowych” odżywek. Jest delikatny, ale utrzymuje się do czasu aż włosy wyschną. Konsystencja maski jest bardzo gęsta (wybaczcie brak zdjęcia) i przez to trochę trudno jest ją rozprowadzić na włosach. Wydaje mi się, że to właśnie z tego powodu jedna część saszetki ledwo wystarczyła na moje włosy. Przy następnym zabiegu będę musiała już pewnie użyć całą.

Producent opisał nam jak powinien przebiegać proces używania zabiegu. Dołączył nawet rysunki. ;) Głowę umyłam szamponem Babydream (nic nie nakładałam przed) i wykonałam zabieg według opisu. Zignorowałam jednak punkt 5 i pozwoliłam włosom wyschnąć naturalnie.


Jakie efekty osiągnęłam?

Gęstość/objętość (wizualna): zwiększona.
Gładkość: mega gładkie.
Miękkość: mega miękkie.
Błyszczenie: w normie?
Podrażnienie skalpu: brak.
„Przyklap”: brak.
Puszenie: brak.
Końcówki a włosy na długości: bez różnicy.
Rozczesywanie: bez większego problemu.
Uwagi: trochę niedociążone, mogą się strączkować.

To co najbardziej mnie zaskoczyło to niesamowita gładkość i miękkość – jeszcze nigdy takie nie były. Wizualnie jest ich więcej niż zazwyczaj, ale sprawiają wrażenie bardzo lekkich i trochę niedociążonych. Trochę też się strączkują. Podczas rozczesywania wyczuwałam lekki opór, ale nie było większego problemu z rozczesaniem. Nie były też poplątane. Podczas dotykania włosów nie wyczuwam efektu "oblepienia".

Na zdjęciach dodatkowo możecie zobaczyć kolor moich włosów po drugim myciu od użycia balsamu koloryzującego:


Po chwili zawiał wiatr i wyglądały już tak (drugie zdjęcie zostało zrobione z fleszem!):


Zabieg laminowania sprawdził się u mnie lepiej niż laminowanie żelatyną w listopadzie. W maju prawdopodobnie powtórzę zabawę z żelatyną żeby sprawdzić jeszcze raz czy faktycznie nie daje tak dobrych efektów. Mam jednak pewność, że do zabiegu Marion wrócę na pewno jeżeli nie ze względu na sam efekt, to przynajmniej dla czepka. ;) Nadaje się świetnie na ważniejsze uroczystości, ale na co dzień raczej bym się nie zdecydowała ze względu na silikony.

Jak u Was sprawdził się ten zabieg? A może wolicie robić laminowanie żelatyną?

Pozdrawiam,
Iza.

16 komentarzy:

  1. Oooj, a ja tego nie mogę. Te laminowanie bardzo skrzywdziło moje włosy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda... Amanda, w jaki sposób skrzywdziło? Czy Twoje włosy nie lubią protein?

      Usuń
    2. Ja też dziś laminowałam włosy, tylko że żelatyną ;) Nie widzę jakichś cudownych efektów.
      Pozdrawiam imienniczkę! ;))

      Usuń
    3. Amanda, również nie widziałam efektów po żelatynie. Moje włosy się zmieniły w ostatnim czasie, więc dam jej jeszcze jedną szansę, ale coś czuję, że może i tak być średnio... Może spróbuj tego zabiegu Marion? Chociaż dla kręconych włosów jego skład raczej nie jest zbyt przyjazny.

      Usuń
  2. Chyba również spróbuję z Marionem, bo domowe laminowanie nie wychodzi mi za bardzo ;p Ładny jest ten kolor! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj, spróbuj i daj znać jak Ci poszło. ;) Też mi się kolorek podoba. :D

      Usuń
  3. Masz cudowne włosy *.* to jeden z moich ulubionych typów!
    Na Marionowe laminowanie poluję już jakiś czas ale nigdzie nie mogę znaleźć :( żelatyna niezbyt się sprawdziła, zresztą moje kłaczki nie przepadają za proteinami dlatego muszę z nimi uważać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Szkoda, że nie możesz go znaleźć... A patrzyłaś na stronę producenta: http://www.marionkosmetyki.pl/sklepy.html ? Mają tam wymienione sklepy, które posiadają w asortymencie ich kosmetyki. Laminowanie niestety polega na dostarczeniu dużej ilości protein. Nie wiem, czy laminowanie Mariona da u Ciebie super efekty, ale przypuszczam, że ze względu na obecność oleju i m.in. gliceryny (która w składzie jest ąż dwa razy wymieniona :P) może być lepiej niż po żelatynie. :)

      Usuń
  4. Ja wykonywałam dwa razy zabieg laminowania, ale żelatyną i efekty były świetne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam zdjęcia na Twoim blogu. Laminowanie rewelacyjnie u Ciebie wyszło. :)

      Usuń
  5. O widzę że nie tylko ja zdecydowałam się w tą niedzielę na laminowanie Marion :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedna niedziela, jeden produkt, dwa różne rodzaje włosów i różne efekty. ;)

      Usuń
  6. u mnie niestety taki zabieg się nie sprawdził, ale u Ciebie efekt jest fenomenalny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że się u Ciebie nie sprawdził. :( Cóż... Fenomenalnym bym go nie nazwała. :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło jeżeli podzielisz się ze mną swoją opinią. :)