czwartek, 17 lipca 2014

Sylveco Odżywcza pomadka peelingująca

Hei!

Pod koniec kwietnia Sylveco wyprowadziło produkt, po który popędziłam do Zielonej Mydlarni w Katowicach od razu jak tylko mogłam. Szturmem wdarł się w moje życie i pielęgnację. O czym mowa? O odżywczej pomadce z peelingiem.


Opakowanie pomadki nie różni się niczym od opakowania pomadki rokitnikowej. Jest kartonik z dużo ilością informacji, a w nim plastikowe opakowanie. Jak nie byłam do niego przekonana, tak teraz mogę stwierdzić, że jednak daje sobie radę. Zrzucony z odległości pół metra na panele delikatnie pęka, ale w torebce krzywdy nie da się mu zrobić, a napisy się nie ścierają.

Pomadkę peelingującą należy zużyć w ciągu 3 miesięcy od otwarcia, ale muszę przyznać, że stanowić może to pewne wyzwanie nawet gdy używa się jej 2 razy dziennie. A przynajmniej ja miałam. :) Ma jasnobeżowy kolor, a w środku zatopione są drobinki brązowego cukru. Nim też pachnie.


Skład fantastyczny. Jest olej sojowy, wosk pszczeli, cukier trzcinowy, lanolina, olej z wiesiołka, wosk Carnauba, masło kakaowe, masło Shea, betulina o olej z gorzkich migdałów. (Wybaczcie straszną jakość zdjęć.)



Co pisze o niej Sylveco?
„Hipoalergiczna, odżywcza pomadka, zawierająca naturalne drobinki ścierające w postaci brązowego cukru trzcinowego. Ten delikatny peeling delikatnie złuszcza i doskonale wgładza usta. W składzie pomadki znajduje się bogaty w przeciwutleniacze i kwasy NNKT olej z wiesiołka o właściwościach silnie regenerujących. Pozostałe oleje, wosk pszczeli i masła roślinne pielęgnują delikatny naskórek ust, zapobiegają ich wysychaniu i pękaniu. Aktywny składnik – betulina – działa kojąco na wszelkie podrażnienia, łagodzi objawy opryszczki.”
Pomijając błędy stylistyczne i małą literówkę, brzmi pięknie. ;)

Ze względu na skład pomadka pozostawia na ustach tłustą warstwę, która w żadnym wypadku mi nie przeszkadza. Ładnie nawilża i natłuszcza usta. Peelingujące działanie faktycznie ma miejsce. Możemy dostosować siłę ścierania do naszych potrzeb. Przy mocniejszym nacisku oczywiście będzie ścierać mocniej. Co ciekawe ani razu nie udało mi się ust podrażnić ani nadmiernie zetrzeć skóry przy pomocy tej pomadki. Po aplikacji na ustach zostają drobinki cukru, więc warto przez chwilę poocierać o siebie wargi aż cukier się rozpuści. Bardzo ładnie daje sobie radę z pozbywaniem się martwego naskórka nawet przy nadmiernym wysuszeniu ust. Stanowił on świetny duet z pomadką rokitnikową w czasie opryszczki. Jedynym minusem pomadki peelingującej jest to, że przy obecnych temperaturach cukier w niej zawarty delikatnie się topi, a przez to traci ostrość. Wciąż jednak zachowuje swoje właściwości peelingujące.

Pomadkę można kupić w internecie oraz w sklepach stacjonarnych, które posiadają w swoim asortymencie kosmetyki Sylveco. Ceny wahają się od 9 do 11 zł. Ja zapłaciłam 10,50 zł.

Lada chwila mi się skończy, ale na pewno wrócę do niej, bo stanowi podstawę mojej pielęgnacji ust. A ja właśnie nakładam matową pomadkę z Golden Rose na usta i jadę na małe zakupy. ;)

Używaliście już pomadki peelingującej? Jak się u Was sprawdza?

Pozdrawiam,
Iza

6 komentarzy:

  1. Jeszcze nigdy używałam żadnej pomadki peelingującej.. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha, ja ją mam :) też już mi się kończy, ale bardzo ją sobie chwalę i uwielbiam za smak marcepankowy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Używałam tej z betuliną i była cudowna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że u mnie też się sprawdzi. :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło jeżeli podzielisz się ze mną swoją opinią. :)